Piątkowy mecz Legii w Lubinie będzie szczególny dla Franciszka Smudy. Nie chodzi nawet o to, że to jego ostatni występ w roli trenera Zagłębia, bo wiosną skupi się już wyłącznie na prowadzeniu reprezentacji Polski.
Legia to jedyny zespół z tzw. wielkiej czwórki (pozostałe to Wisła Kraków, Lech Poznań i Widzew Łódź - ten z lat 90.), w którym mu ewidentnie nie wyszło.
Gdy we wrześniu 1999 roku zastąpił na stanowisku Dariusza Kubickiego, witano go w stolicy jak zbawcę. Apetyty zwiększył dodatkowo świetny początek, jaki miał przy Łazienkowskiej.
- Na dzień dobry ograliśmy 5:0 Groclin, a ja ustrzeliłem pierwszy w życiu hat trick. Dalej też było miło, w trzech meczach zdobyliśmy w sumie 14 bramek. Pokonaliśmy też 2:0 Anorthosis Famagusta w Pucharze UEFA - wspomina jedna z gwiazd tamtego zespołu Sylwester Czereszewski.
Sielanka nie trwała jednak długo, bo wiosną Legia nie radziła już sobie tak dobrze. Winą za to media obarczyły rzecz jasna trenera. Zarzucano mu złe przygotowanie kondycyjne drużyny i fatalne zakupy. To właśnie wtedy Smuda wypowiedział swoje słynne: "Jak się komuś nie podobają transfery Legii, to niech wyp… na Polonię". Chodziło o Marka Citkę, Rafała Siadaczkę i Tomasza Łapińskiego. Czyli, jak mówią złośliwi, trzech najlepiej opłacanych inwalidów w historii stołecznego klubu.
- Kto mógł przewidzieć, że tak wyjdzie? Teraz to każdy jest mądry. Co do Citki, zgoda. Wszyscy wiedzieli, że ma problemy ze ścięgnem Achillesa, ale już Łapiński nigdy wcześniej się na taki uraz nie uskarżał. Nikomu nie przyszło również do głowy, że Siadaczka może zachorować na cukrzycę - broni "Franza" ówczesny (i obecny) kierownik drużyny Ireneusz Zawadzki.
Gdyby nie bramkarz Jan Mucha, Legia Warszawa zamiast na drugim mogłaby być na ósmym miejscu w tabeli ekstraklasy. Słowak wielokrotnie ratował zespół przed utratą punktów, czego przykładem może być ostatni świetny występ w Bełchatowie.
W tym sezonie skuteczne interwencje Muchy uratowały Legii przynajmniej 10 punktów. Oto dowody.
Trzecia kolejka, mecz z Cracovią w Warszawie. Dwa dni przed meczem drużynę gości objął Orest Lenczyk. "Nowa miotła" w Cracovii dodaje piłkarzom skrzydeł. W 15. minucie Ariel Borysiuk stracił piłkę w środku pola i po szybkiej kontrze Pasów Tomasz Moskała znajduje się sam na sam z Muchą. Słowak spokojnie wyczekuje rywala. Mecz kończ się remisem 0:0.
Legia - Lech, ósma kolejka. Gospodarze po bramkach zdobytych w drugiej połowie wygrali 2:0. Gdyby nie interwencje Muchy w pierwszej części meczu, w której skutecznie zatrzymywał regularne ataki lechitów, to podopieczni Urbana zeszliby z boiska pokonani.
10. kolejka. Legia gra na wyjeździe z Piastem Gliwice. Ślązacy może nie grają rewelacyjnie, ale warszawianie dostosowują się do ich poziomu. Co jakiś czas piłkarze Piasta zagrażają bramce Muchy, ale tylko raz udaje im się strzelić. Słowak staje się koszmarem Jakuba Smektały, który aż trzy razy mógł strzelić bramkę. Mecz w Gliwicach zakończył się remisem 1:1.
W ekstraklasie, zgodnie z nową tradycją, awansem rozegrane zostaną jeszcze dwie wiosenne kolejki. My pokusiliśmy się o małe podsumowanie występów drużyn z czołówki.
Okazuje się, że drużyną, która spisywała się najlepiej w spotkaniach na szczycie ligowej tabeli była warszawska Legia. "Wojskowi" wygrali wszystkie spotkania, nie tracąc przy tym gola! Dwa mecze Legia rozegrała na własnym stadionie, dwa na wyjeździe. Postawa drużyny Jana Urbana jest o tyle zaskakująca, że jej problemem zawsze były mecze z Wisłą Kraków czy Lechem Poznań. W obecnym sezonie Legia dość łatwo pokonała na Łazienkowskiej „Kolejorza” i po raz pierwszy po długich latach wygrała wyjazdowy mecz z Wisłą.
Drużyna Macieja Skorży w naszym zestawieniu jest dopiero na trzecim miejscu. Wisła przegrała z Legią i Lechem, a na domiar złego przegrała bardzo ważny mecz dla kibiców tego klubu, z Cracovią.
Najgorzej w zestawieniu wypada rewelacja tego sezonu, czyli Ruch Chorzów. "Niebiescy" przegrali wszystkie mecze z ligową czołówką. Usprawiedliwieniem dla drużyny Waldemara Fornalika może być fakt, że wszystkie spotkania rozegrała na wyjeździe.